We włosach jej dzikie kwiaty i wiatr,

różowa dusza i miłość na tak.
Pachniała latem i słodkim snem.
Księżyc i słońce wciąż kłóciły się w niej.

Wysokie fale i spacer po dnie.
Ten pierwszy raz nie pamiętam już gdzie.
Na słodkim śniegu pukaliśmy do drzwi,
nikt nie otworzył, w niebie nie czekał nikt.

Coraz wyżej , bliżej gwiazd....

ref.
Jak anioły wciąż spadamy na twój dach, bliżej gwiazd.
Jak anioły wciąż spadamy na twój dach, na twój dach.

Ulica snów... Wiesz jak jest, byłeś tam.
Jak musisz kusi ustami bram.
Na słodkim śniegu pukaliśmy do drzwi,
nikt nie otworzył w niebie nie czekał nikt.

Coraz wyżej, bliżej gwiazd....

ref.
Jak anioły...

Kiedy w ręku trzymam strach,
kiedy ogień tańczy w nas,
słodki śnieg to tylko śnieg.
Wtedy chcę być z nią bliżej gwiazd....

ref.
Jak anioły...









Mam już tego dość,

rozwaliłem cały świat.
Jeszcze czuję złość,
chciałbym cofnąć parę spraw

Twoje usta w oczach mam
gdy mówisz: zostań sam.

Myśli zgięte w pół
penetrują co się da.
Gdybym tylko mógł
chciałbym zacząć
jeszcze raz

Pewnie czujesz tak jak ja
palący piersi strach.
Zrozumiałem wreszcie, że
po prostu kocham Cię.

Ona biegnie gdzieś,
ściska gardło, dusi płacz.
W sercu czuje śmierć,
dusza nie przestaje łkać.

Choć potłukła całe szkło,
Ty wybaczysz każde zło.
Zrozumiała wreszcie, że
po prostu kocha Cię.